Stałam i patrzyłam się w te walizki. Nie wiedziałam co robić.
-Mamo, ale czemu? -pytałam
-Samanta, przepraszam - mówiła mama - tak już musi być. Przeprowadzamy się do Las Vegas. Za dwie godziny mamy samolot. Szykuj się - mówiła obojętnym głosem mama. A ja?A co ja miałam w tej sytuacji do powiedzenia? No co? Nic! I tak było zawsze! Nie mogłam się pogodzić z myślą, że znowu musiałam zostawić wszystko i zaczynać od nowa. Dwie godziny później siedziałam w samolocie wciąż obrażona na mamę, że znów mi to zrobiła i nie powiedziała nic wcześniej. Nie miałam nawet czasu pożegnać się z przyjaciółmi. Ale zaraz, zaraz? Przecież ja nie mam przyjaciół. No to uznajmy, że nie miałam czasu pożegnać się ze znajomymi. Doleciałyśmy ok. 20 wieczorem. Czułam się jak w niebie. Co???? Sama nie wiedziałam co mam myśleć. Nie chciałam tam mieszkać, ale kiedy zobaczyłam to piękne miasto od razu je pokochałam. Sami zobaczcie...
*Rano*
Wieczorem szybko zasnęłam i nawet nie bardzo wiedziałam jak wygląda dom w którym miałam mieszkać już na zawsze. Tak powtarzała mi mama podczas drogi z lotniska do domu, choć ja i tak wiem, że to się nie uda... Wyszłam z mojego pięknego pokoju i dech mi w piersiach zaparło. Przeszłam się po całym domu i nie mogłam uwierzyć, że było tam tak ładnie.
I jeszcze ten basen. No nic... Stwierdziłam, że nie będę się tak zachwycać bo i tak pewnie za pół roku będę mieszkać gdzieś indziej. Wróciłam do pokoju i podeszłam do walizki. Ubrałam się tak:
Zeszłam na dół do mamy na śniadanie.
-Dzień dobry, jak się spało?- zapytała mama i podała mi jakąś paczkę.
-Dziękuję, dobrze-powiedziałam trochę zmieszana-Ale co to jest?-dopytałam
-Dziś masz urodziny, zapomniałaś?-zapytała mnie mama i właśnie wtedy uświadomiłam sobie że był 15 czerwca-moje urodziny. Uśmiechnęłam się tylko do mamy i zabrałam się za otwieranie małej, lecz dość ciężkiej paczki. Po chwili wyjęłam z niej najnowszy telefon. Marzyłam o takim od dawna. I jeszcze ten dom, piękne miasto... Bez słowa rzuciłam się mamie w ramiona i mocno ją przytuliłam.
-Dziękuję, dziękuję za wszystko i przepraszam, że się tak wczoraj zachowywałam. Nie powinnam mamo-przeprosiłam po czym usiadłam do śniadania.
-W telefonie masz już GPS i wgraną drogę do szkoły i za godzinę musisz tam być. Ja wychodzę do pracy będę po 15. Pa- powiedziała mama i wyszła z domu. Po chwili wróciłam na górę do swojego pokoju i szybko zgrałam sobie muzykę na telefon. Znalazłam słuchawki, spakowałam plecak i wyszłam do szkoły.
Droga ciągnęła się przez środek miasta. Po ok.20 minutach doszłam do rzekomo "mojej" szkoły. Weszłam do środka i skierowałam się do sekretariatu.
Dzień dobry- powiedziałam kiedy zobaczyłam ciemnowłosą młodą kobietę siedzącą przy biurku.
-Witaj, nie kojarzę cię-powiedziała-Jesteś uczennicą naszej szkoły?-zapytała
-Jeszcze nie-powiedziałam-to mój pierwszy dzień tutaj. Jestem Samanta Fox. Chciałam zapytać gdzie jest moja klasa. -powiedziałam, a do sekretariatu wszedł jakiś chłopak. Nie wiem czemu, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku.
-Dobrze-powiedziała ta pani z którą wcześniej rozmawiałam-Alex?-Skierowała słowa
do chłopaka-Oprowadzisz Samantę po szkole i zaprowadzisz do waszej klasy. To nowa uczennica i będziecie razem w klasie. I właśnie wtedy coś wydawało mi się nie tak. Wiedziałam co powiedziała sekretarka, a w głowie cały czas brzęczały mi słowa "będziecie razem"
-Cześć jestem Alex-powiedział do mnie chłopak- Idziemy?-zapytał i ruszył w stronę drzwi
-Tak-powiedziałam i ruszyłam w ślad za nim- Mów mi Sam-dodałam-Nie lubię jak mówią na mnie Samanta.
-Nie wiem czy imię ma jakieś znaczenie bo i tak jesteś piękna-powiedział- znaczy bo...bo każde imię jest ładne-dodał, a ja się już nie odzywałam. Dotarliśmy do klasy. Usiadłam w ostatniej ławce. Pierwsza lekcja przebiegła bez stresu. Była to plastyka. Za każdym razem kiedy spoglądałam na Alexa on odwracał głowę w inną stronę. Wiedziałam, że on tak samo jak ja nie może usiedzieć w miejscu. Na przerwie poszłam do kolejnej sali za klasą. Wydawała mi się nawet ok. Szkoda tylko, że Alex mnie olał. I tak do końca dnia. Na lekcjach się na mnie gapił, a na przerwach stał i gadał z kolegami jak by mnie tam w ogóle nie było. O 14.15 zadzwonił ostatni dzwonek o mogłam iść do szatni zmienić buty. Wyszłam ze szkoły i sięgnęłam do plecaka po słuchawki i telefon. Włożyłam je sobie do uszu i udałam się w stronę domu słysząc już tylko muzykę. Nagle ktoś położył mi rękę na ramieniu. Wystraszyłam się i szybko się odwróciłam, słuchawki powypadały mi z uszu. Na szczęście był to tylko Alex.
-Wystraszyłeś mnie-powiedziałam
-Przy mnie nie musisz bać się niczego księżniczko-powiedział i złapał mnie za rękę-No to idziemy?-zapytał
-Co?-zapytałam-Gdzieś z tobą? I jaka księżniczko?-zadawałam pytania
-Księżniczko bo taka piękna, ze mną by cię chronić, a co do miejsca to niespodzianka-powiedział, a ja nie wiedziałam co mam robić. On był taki słodki i przekonujący.
-A czemu swoją "księżniczkę" w szkole olewałeś?-zapytałam. Nie odpowiedział na moje pytanie.
-To chociaż daj mi się odprowadzić do domu. No proszę
-No dobra-uległam mu i złapałam go za rękę. Ruszyliśmy do mojego domu.
-Sam?-zapytał po jakiś 10 minutach drogi w milczeniu
-Tak?-ja również zapytałam
-Dalej jesteś na mnie obrażona?
W tym momencie sama się sobie dziwiłam bo mi przeszło. Nie czułam już do niego urazu.
-Troszkę-zaśmiałam się-Już nie-dodałam z uśmiechem
-Przepraszam cię-powiedział-Ja po prostu ie chciałem żeby ktoś się dowiedział...
-Ale czego?-zapytałam patrząc mu prosto w oczy
-Tego, że...że ja...że cholernie mi się podobasz- powiedział-Aha, powiedziałem ci to więc mogę już o tobie zapomnieć-dodał smutnym głosem
-Ale, czemu tak mówisz?-zapytałam
-Bo jestem kompletnym durniem i taka piękna dziewczyna jak ty nie będzie chciała się ze mną umówić, a z resztą nie ważne-powiedział
-Alex...
-Nie ważne, zapomnij o tym co ci powiedziałem-mówił-zapomnij o tym że w ogóle tu byłem.Pa-powiedział i puścił moją dłoń. Odwrócił się do mnie tyłem i zaczął iść w inną stronę.
-Alex- zaczęłam mówić- ty..ty tez mi się podobasz-wydusiłam z siebie, a on znów się odwrócił. Tym razem w moją stronę. Podszedł do mnie i złapał mnie w tali.
-Mówisz serio?-zapytał
-Tak-szepnęłam-a teraz odprowadzisz mnie do domu?
-Tak-szepnął i ruszyliśmy w dalszą drogę. Pod domem staliśmy pięć minut i rozmawialiśmy.
-Muszę już iść- w którymś momencie powiedział Alex
-No dobrze-powiedziałam i pocałowałam go w policzek. Jego mina automatycznie posmutniała-No co? Zrobiłam coś nie tak?-zapytałam
-Jest dobrze ale liczyłem, że będzie lepiej-powiedział i zbliżył swoją twarz do mojej. Nasze twarze były już tak blisko siebie. Po chwili nasze usta stukały się już ze sobą. Nasz pierwszy pocałunek. Był długi i namiętny.
Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Patrzyłam mu prosto w jego śliczne oczka.
-To do jutra-powiedział
-Pa-odpowiedziałam bo więcej nie potrafiłam z siebie wydusić. Czułam się jak w niebie.
Weszłam do domu i wzięłam się za odrabianie lekcji.
--------------------------------------------------------------------
No i mamy pierwszy rozdział.
Co myślicie?
Podoba wam się postać Alexa?
Przepraszam Was, że tyle czekaliście.
A jak tam po sylwestrze?
Jakieś postanowienia noworoczne już są?
/Lola :3


