Dziś trochę wyjątkowo, ale cóż. Postanowiłam napisać prolog już dziś :) Zapraszam do dalszego czytania.
---------------------
Dzień jak co dzień. Rano po nieprzespanej nocy od czytania książek wstaję, czołgam się do szafy w coś się ubieram, a potem idę do łazienki i zaczęłam się czesać... Ale zaraz zaraz, co ja gadam... Przecież to było inaczej, a może się przedstawię? No dobra. Mam na imię Samanta, ale przyjaciele mówią na mnie Sam. Mam 16 lat i jak każda dziewczyna w moim wieku skazana jestem na chodzenie do szkoły.A tak w ogóle to jesteśmy teraz w Los Angeles, bo tu właśnie mieszkam. Było po części tak jak już mówiłam, wstałam wcześnie rano, przeczołgałam się do szafy, ubrałam się i poszłam do łazienki. Jak zawsze chciałam się uczesać, a następnie umalować. Problem był w tym, że nigdzie nie było ani mojej szczotki, ani kosmetyków. Zeszłam na dół zapytać się mamy, ubrana byłam tak:
Mama jak zawsze spajrzała na mnie jak by zobaczyła trupa. Twierdziła, że źle się ubieram, ale ja kocham takie ubrania.
-Mamo, widziałaś moją szczotkę i kosmetyki?-zapytałam
-Tak, leżą w przedpokoju-odpowiedziała niepewnie. Z kuchni przeszłam do przedpokoju i nagle mnie zamurowało. Stał tam stos walizek i toreb. Nie wiedziałam co myśleć. W ciągu dwóch lat przeprowadzałyśmy się z mamą już trzy razy i obiecywała mi już, że to koniec. Na to jednak nie wyglądało.
-Co tu robią te walizki?-krzyknęłam-Nie mów, że znów się przeprowadzamy,Tylko nie to, proszę mamo...-Krzyczałam choć i tak znałam odpowiedzi na moje pytania. Nie wiedziałam co mam robić. Było mi tam dobrze. Znalazłam znajomych i... i ten dom jakoś przypominał mi tatę. Zmarł on jak miałam 10 lat. W tym domu czułam się jak by on był tam ze mną. Ja nie chciałam się wyprowadzać...Znów...
----------------------------
No i co myślicie?
Może być?
Pierwszy rozdział już niedługo :*
Liczę na komentarze.
CZYTACIE+KOMENTUJECIE=MOTYWUJECIE <3
/Lola :*

